Trudność doświadczenia opieki nad pacjentem psychotycznym

psychoza, załamanie nerwowePsychiatryczne diagnozowanie psychoz w dużej mierze opiera się na określonych definicjach tego co jest symptomem psychozy, a co nim nie jest. Innymi słowy, zgodnie z psychiatrycznym modelem, pewne określone objawy, z którymi przychodzi Pacjent, na przykład: halucynacje, omamy, urojenia, poczucie oderwania od rzeczywistości i inne podobne, mogą determinować postawienie diagnozy zaburzeń psychotycznych lub schizofrenii. Z punktu widzenia psychoanalizy nie są to stany tożsame. Myślę, że mogę powiedzieć, że psychoanaliza i wiele innych metod pracy psychoterapeutycznej uznaje definicje psychiatryczne, ale z rozszerzeniem ich na to co „wewnątrz” pacjenta, zwracając uwagę na wewnętrzne źródło zaburzenia. W konsekwencji określenie psychotyczny rozumiane z psychoanalitycznego punktu widzenia odnosi się do szerszego spektrum objawów i zaburzeń niż jest to określane z punktu widzenia psychiatrii. I tak, może ono dotyczyć także stanów umysłu pojawiających się w przebiegu innych zaburzeń i chorób: zaburzeń autystycznych, zaburzeń osobowości borderline, narcystycznych, stanów pomieszania, a także alkoholizmu, narkomanii czy nerwic i chorób somatycznych, które niekoniecznie będą „spełniały” wymogi definicji psychiatrycznej. Rozumienie i podejście do pracy z psychotycznymi pacjentami oraz z pacjentami w stanach psychotycznych – mniej lub bardziej – zmieniała się na przestrzeni lat również w ramach samej psychoanalizy. Nie oznacza to bynajmniej, iż którakolwiek z koncepcji, czy to psychiatrycznych, psychoterapeutycznych czy psychoanalitycznych „ma rację” lub jest „bliższa prawdy”. Psychoza stanowi wyzwanie dla diagnostów, lekarzy i psychoterapeutów, a różnorodność koncepcji i sposobów jej rozumienia wynika także z indywidualnych doświadczeń ich twórców i ich kontaktu z pacjentami. Wydaje mi się, że dosyć aroganckim byłoby stwierdzenie, iż zawsze wiemy jak sobie radzić z psychozą, że mamy na nią przepis lub sposób. Mamy leki, procedury leczenia, sposoby rozumienia. Potrafimy wyciszyć halucynacje, omamy itp.  Jednak w spotkaniu z psychozą czy załamaniem po obu zawsze stoi człowiek. Ten w psychozie, i ten który jest wyposażony w te procedury. Jednak, żeby pomoc mogła być skuteczna konieczne jest bycie przygotowanym na trudy doświadczenia emocjonalnego, stan pomieszania i niezrozumienia, które towarzyszą pracy z psychozą, a także zachowanie otwartego umysłu na doświadczenie głębokiego kontaktu z psychiką zarówno pacjenta jak i własną. Wtedy możemy dotrzeć do momentu, w którym może się nam udać odnaleźć drogę do tego jak pomóc Pacjentowi w jego zmaganiach w  byciu istotą ludzką.[…] 

W psychiatrycznym diagnozowaniu obecność objawów wytwórczych w przebiegu psychoz daje lepsze rokowania niż stany schizoidalne, wycofanie czy stany autystyczne, w których kontakt z rzeczywistością jest jeszcze bardziej utrudniony. Ktoś może powiedzieć, że rozmowa w takiej sytuacji czy to istniejących urojeń, halucynacji nie może być skuteczna. Tak samo zresztą, jak w sytuacji gdy druga strona wydaje się być nieobecna w autystycznym zamknięciu. Być może ryzykownym jest powiedzieć, że objawy psychozy czy schizofrenii: halucynacje, urojenia, nie wiele różnią się od twierdzeń czy przekonań na przykład neurotycznych pacjentów. Jednak, jakby pomyśleć o tym, że są one komunikatem jakiegoś stanu, kierują się logiką – może nie zrozumiałą na początku, niedostępną od razu, ale stającą się oczywistą gdy tylko uda się uwolnić swój umysł od pewnych przekonań, może to być otwarcie do zrozumienia pacjenta. Film pod tytułem: „Piękny umysł” opisujący historię genialnego matematyka Johna Nash’a, pokazuje proces popadania w psychozę, a następnie próbę poradzenia sobie z nią. Wyjście z psychozy tak naprawdę nigdy nie jest całkowite, zawsze w psychice pozostaje ślad po tym, że miało się załamanie psychotyczne, lub psychozę, chociażby w postaci lęku, że kiedyś to może się powtórzyć. Dlatego tak ważne są możliwości wzmocnienia ego pacjenta w psychozie. Często potrzeba do tego wsparcia leków i szpitala, ale też  można powiedzieć, że bardzo ważne jest to, by móc spojrzeć na urojenia i halucynacje na przykład  wspomnianego  J. Nash’a jako na coś, co jest realne, ponieważ można zobaczyć, że jego odpowiedź na nie nie jest szalona. Wręcz przeciwnie, jest jak najbardziej adekwatna. I oczywiście, w filmie nie było żadnej wojny, ale było zagrożenie w świecie zewnętrznym i dlatego pojawiło się też w świecie wewnętrznym. Wydaje mi się, to co było mu potrzebne w tamtej chwili, to to by ktoś mógł zobaczyć jego cierpienie. Dzięki temu możliwe staje się to, że mimo przerażenia, można próbować wytrzymać stan załamania, tak, że może on stać się czymś nie tylko załamującym, ale też przekształcającym. Jeśli by spojrzeć na owe objawy od strony komunikacyjnej – to znaczy, jako komunikacje jakiegoś stanu, komunikację zaburzoną, utrudnioną i być może jedyną możliwą w tych warunkach, to być może uda się znaleźć tą perspektywę, która pozwoli na to by na chwile wydobyć się tych silnych zakłóceń, którymi pacjenci w psychozie dzielą się ze swoimi terapeutami, lekarzami czy otoczeniem. 

Nie twierdze, że jest to zawsze możliwe i łatwe, nie twierdze nawet, że jest to „tylko” trudne. Czasem to jest borykanie się z czymś wręcz niemożliwym do spełnienia. Dlatego, nie wszyscy terapeuci mogą pracować z pacjentami psychotycznymi. Taka praca uruchamia także w lekarzach, opiekunach czy terapeutach obszary, które są dla nich samych na codzień niedostępne i powodują wiele zakłóceń. Pacjent szukający pomocy terapeutów powinien swoją decyzję konsultować z lekarzem prowadzącym – nie wszyscy pacjenci są gotowi na to by podjąć się psychoterapii indywidualnej. Terapeuta podejmujący się pracy z pacjentem psychotycznym powinien w zależności od tego gdzie ta terapia się toczy – instytucja, gabinet prywatny, także być w kontakcie z lekarzem psychiatrą. Wydaje mi się, że tym co ważne przy pracy z pacjentami psychotycznymi to zadbanie o odpowiednie wsparcie, które może otrzymać pacjent ze strony otoczenia i połączenie sił. Często dzieje się tak, że poszczególne strony zaangażowane w leczenie, w sytuacji nie szpitalnej, ale gabinetowej lub ambulatoryjnej, trzymane są z dala od siebie i tak np. pacjent może nie pamiętać w czasie psychoterapii jakie leki przyjmuje albo jak nazywa się jego psychiatra z drugiej strony na przykład może nie informować swojego psychiatry o tym, że przychodzi na psychoterapię. Pewnego rodzaju interdyscyplinarność otoczenia, którą rozumiem jako gotowość do przyjmowania różnych punktów widzenia, jednak bez porzucania i przeciwnie – narzucania,  swojego punktu widzenia oraz dążenie do prawdy emocjonalnej, a nie jednej jedynej prawdy na temat pacjenta jest w tej pracy ogromnie znacząca.

Wspólny wysiłek kilku osób jest czasem niezbędny do tego by jedna osoba mogła czuć się lepiej. Wydaje mi się też, że nie ma większego znaczenia to czy jest się lekarzem, psychoterapeutą, czy osobą bez wykształcenia, w sytuacji kontaktu z psychozą wszyscy stają przed bardzo trudnym zadaniem, w którym to co może pomóc to pewien rodzaj otwartości na przeżycie tego doświadczenia kontaktu z czymś co wydaje się być czymś „kompletnie nie z tego świata”.